Fazowo jest. We wtorek na angielskim R. zaprosił mnie na miejsce w ławce obok siebie. /łoo ho ho... cóż za zaszczyt.../ Rozdaje uśmiechy, wita mnie entuzjastycje. A może tylko tak mi się wydaje. /Obstawiałabym jednak te drugą opcje za bardziej prawdopodobną./ O tamtym ani słychu, ani dychu. Może okazji brakowało /czyt. sam na sam w cztery oczy/, a może tak po prostu. Szczegół.
Powietrze cholernie ciężkie. Znów osiada na klatce piersiowej ze słoniową ciężkością. A Z. znów ze mnie zakpił. Jak mogłam być aż tak naiwna, że może tym razem, że może. /po co w ogóle odzywał sie?/ Żadnych tłumaczeń, żadnych wyjaśnień. Żadnych uczuć czy emocji. Żegnaj i już. Otco. Nienawidze nieświadomości. Nie, nienawidze to zbyt brutalne słowo... nieznosze. I później snuje domysly. Głupie. Niepotrzebne. Niedorzeczne. Nielogiczne, choć wegług mnie jedyne prawdziwe. /B., Ty wiesz o co mi teraz chodzi, nie? oj wiesz doskonale.../ Ziolowe tabletki uspokajające sposobem na wszystko(?) /Nicnierozumiem./
A andrzejki poetyckie niechaj chuj strzeli! No może po za darmowym winem. Tego poprosze wiecej. Zbyt wypluta byłam żeby cokolwiek "przeżywać". A ciężki oddech starca w drugim rzedzie jeszcze bardziej zakłucał mój spokoj psychiczny. /Co tam mosty. Jeśli pożyczysz zapałki schajcuje wszystkie na raz./
A facet od biomedyki zrobił niezapowiedziane kolokwium. /Kijmuwoko./ A później pieprzył cos o mutacjach. I później to cyklopy mogą byc normą.
A w moim mieście grasuje gwałciciel. Zgwalcił już pieć osób. No to kiedy idziemy na wieczorny spacerek? Może byc faaaajnie. /bo idea wie co mówi, nie?/
Królową balu zwanego moim życiem /jak zwykle/ została niedoceniona Ulka. Gratulacje po odbiór nagrody zapraszamy po śmierci.
♪♪ Edyta Batosiewicz - Sen.mp3