sobota, 18 grudnia 2004

głaz

Jednak głupiaś M. i to bardzo, bardzo, bardzo... chuj z tym! chuj z nim! /poźniej bedzie/

Piątkowo-wieczorny spacer i kawiarenka. Śmisznie, uroczo. Tak żeby oderwać się ma chwilę od przeboi z R. /A co tak naprawdę tenteges i w ogóle to sam Abraham tego nie wie.../

Źle sie stało. Bo R. się godziny poprzestawiały i słowa i deklaracje. Wszystko sie poprzestawiało. Wszystko ci się M. przypomniało. Wszystko. Ten ból co kiedyś, to upokorzenie... wszystko. I może przesadzasz. Może. Bo twoje NIE chyba nagle zaczęło brzmiec dawaj dalej. Choć tys tego tak napawdę nie spostrzegła. I co z tego żeś broniła się jak lwica? I co z tego, żeś się obroniła? Przypomniał się M. sprzed roku, przypomniał się ból. I teraz spada R., spa-daj! Ale to już! /wiedz, że właśnie w myślach bije cię po gębie i chodze po twojej parszywej mordzie w szpilkach, choć tak naprawę ich nie mam./ Szyja piecze. Wrzuty sumienia, wyrzuty szyi. Zwyczajnie cholernie boisz się teraz M. Kupa - otco.

Boże, dzieki Ci za A.! Dzięki, że jest, że przytuliła... że jest.

♪♪ Renata Przemyk - Bo jeśli tak ma być.mp3