Jeszcze chwilkę. Normalnie mam wrażenie, że moment jeszcze i wysmarkam całe płuca z żołądkiem, a gardło wypluje wraz z innymi częściami mnie. Pół nocy nieprzespane a druga połowa ledwo co, na tzw. "czujce". Prawdopodobnie jestem najgorętszą dziewczyną w okolicy. Dosłownie. A naprawdę ciężko choruje się, kiedy za oknem +27 w cieniu. Dodać do tego temperaturę mojego ciała to można by naprawdę zdziwić się, jakim cudem ja jeszcze nie wybuchłam, tylko wciąż topię się jak smalec na patelni.
Pierwsza burza była krótka. Pierwsza burza była w nieodpowiednim momencie. Czekam na drugą, oby dłuższą, oby lepszą. A i środy czekam. I środy się lękam.